Nomadzi: wiecznie wędrujące ludy, u których mniej znaczy więcej. Mają stado zwierząt, dywany, siebie i Słońce nad głowami. Czas mierzony jest w porach roku, ale nieszczególnie liczą ile komu wiosen minęło. Starsi z nich nie znają swojej dokładnej daty urodzin. Kilka słów praktycznych o organizacji wizyty u Nomadów i subiektywne odczucia z wyprawy.
NAWIGACJA
Kto? Ahad Ahmadi – rodzimy Nomad z ludu Kaszkajów, polecam! Można zadawać WSZYSTKIE pytania i z chęcią Wam na nie odpowie.
Gdzie? Na północny zachód od Szirazu, góry Zagros. Za każdym razem trochę inna trasa i inne rodziny Nomadów.
Czas: 2 dni – wyjazd rano z hostelu, 2h drogi samochodem do gór i obiad u Nomadów, kolejne pół dnia to wędrówka po górach i przystanki w namiotach na herbatę, nocleg w jednym z nich. Następnego dnia rano śniadanie i powrót do hostelu. W zależności od potrzeb grupy można odpowiednio wydłużyć lub skrócić pobyt.
Co ze sobą zabrać? Duży plecak zostawcie w hostelu i weźcie ze sobą mały podręczny, wystarczy ciepły polar (noce są zimne), podstawowe przybory higieniczne i odzież na dzień następny, duża butelka wody, przekąski na drogę (np. świeże pistacje albo figi) oraz powerbank.
Koszt: 35 EUR za cały pobyt, licząc przewodnika, transport, nocleg i wyżywienie.
Jak zorganizować? Kontakt bezpośredni podany jak powyżej lub przez hostel (w naszym przypadku Taha Hostel w Szirazie). Bez przewodnika się nie da, Nomadzi nie mówią po angielsku, a ci pod Szirazem posługują się językiem kaszkajskim (w Iranie mówi się po persku), trzeba wiedzieć gdzie są ulokowani, stąd dobry przewodnik to podstawa.

Poziom trudności: Ahad jest doświadczonym przewodnikiem i potrafi dostosować tempo górskich wycieczek do grupy. Do nas dołączyło dwóch młodych chłopaków, każdy z nas jest w miarę sprawny więc dużo udało się obejść.
Chusta: szczerze? nie wiem jak to do końca z tym jest, niby nikt nic nie miał przeciwko jak jej nie miałam, ale wolałam z czystej przyzwoitości przy obcych chustę na głowie mieć. Oficjalnie zasady obowiązują te same co w Iranie i nie widziałam nigdzie ”buntowników”. Ale przewodnik sam sugerował, żeby w górach olać zasady – ciężko chodzi się po górach z plecakiem w upale mając długi rękaw i stertę materiału na głowie 🙂
Wioska Nomadów była must-have długo zanim skonstruowaliśmy plan podróży w Iranie. Ba, wizyta u jakichkolwiek Nomadów na świecie była na moim ”bucket list”, los trafił akurat na ten kraj. W Polsce nawet wybraliśmy już konkretnego przewodnika z poleceń w sieci, ale zamieniliśmy go na innego i trochę tańszego, z polecenia Taha Hostel.
Nomadzi nie zmieniają miejsc ”losowo” – mają swoje stałe lokacje na czas letni i zimowy. W lato chowają się w chłodniejsze góry Zagros, a zimą zmierzają na południe, bliżej Zatoki Perskiej. Wbrew pozorom, każde z ugrupowań Kaszkajów ma swoje umowne ”granice”, których inne rody nie przekraczają, więc co pół roku zmieniają miejsce pobytu na terenie dobrze im znanym. My odwiedziliśmy góry właśnie w czasie migracyjnym, teście naszego przewodnika Ahada dawno zeszli na południe, natomiast jego brat doglądał roślinności i niektórych zwierząt w lokacji letniej, dogrywał szczegóły corocznej migracji.
Z racji, że targety nie gonią, brat Ahada zorganizował nam dłuższą ”herbatową przerwę”. W czasie migracji samotność potrafi doskwierać tym, którzy jeszcze stacjonują w ”domach letnich”, tym bardziej jeśli nie mają drugiej połowy. A jeśli chodzi o małżeństwa, Nomadzi są jeszcze bardziej konserwatywni i trzymają się w swoim gronie, pary są często wybierane z tego samego grona, tak jak w przypadku Ahada i jego żony, którzy są kuzynostwem z trzeciej linii.
Wszyscy byliśmy tak bardzo sami, że zdążyłam na chwilę zapomnieć o nakazie noszenia chusty, a przy kolejnej rundzie herbaty Ahad dorzucił domowej roboty wino. A zakazany (domowy) alkohol na środku pustkowia (i to jeszcze bez chusty) smakuje najlepiej, choć dziwniejszego wina w smaku wcześniej nie piłam.
A zakazany (domowy) alkohol na środku pustkowia (i to jeszcze bez chusty) smakuje najlepiej, choć dziwniejszego wina w smaku wcześniej nie piłam.
Jak przemieszczają się współcześni Nomadzi? Krótkie dystanse: osły, czasem konie. Na długie odległości posiłkują się samochodami z pojemnym tyłem na bagaż, aby zaoszczędzić czas i energię. Skąd środki finansowe na kupno i utrzymanie samochodu? Dochód czerpią z hodowli kóz, owiec, kurczaków oraz sprzedaży produktów odzwierzęcych i własnoręcznych dywanów, a rząd bardzo wspiera ich działalność dostarczając wodę, opiekę administracyjną oraz dostęp do edukacji.
Młodzi Nomadzi uczęszczają do nomadzkich szkół-namiotów, korzystają z podręczników, uczą się pisać, czytać, a w dalszych etapach zamieszkują w przyszkolnych bursach w mieście aby dalej kontynuować naukę. Obecnie spora część młodego pokolenia przenosi się do miasta lub, jak Ahad, łączą dwie różne rzeczywistości i zostają przewodnikami dla turystów zjeżdżających z różnych stron świata. Tylko niewielka garstka współczesnych Nomadów decyduje się kultywować tradycję.
Nie oszukujmy się, styl życia Nomadów to nie są bezustanne, kontemplacyjne wędrówki po górach. To ciągła praca w górskim terenie, gdzie trzeba zapewnić byt rodzinie i zwierzętom, a pogoda oraz aktualna pora roku determinują jak będą się toczyły kolejne dni i tygodnie.
Nikt nie posiada kalendarza i nie odlicza ile wiosen komu właśnie przybyło – Urodziłeś się jakoś jesienią w 1986 lub 1989 roku, w dokumentach masz przybliżoną datę – tyle o sobie wie Ahad i jego brat.
Nikt nie wczytuje się w książki czy inne treści, a nawet jeśli to i tak lepiej się pozbyć zbędnego bagażu przy kolejnej migracji. Nikt nie posiada kalendarza i nie odlicza ile wiosen komu właśnie przybyło – urodziłeś się jakoś jesienią w 1986 lub 1989 roku, w dokumentach masz przybliżoną datę – tyle o sobie wie Ahad i jego brat. Czy serio data urodzin ma tak duże znaczenie? Z punktu administracyjnego tak. Ale na tu i teraz, jesteś potrzebny bo trzeba przenieść część rzeczy do domu letniego, zaraz się ściemni i trzeba przywołać wszystkie kozy i owce do stada. W tej części grasują niedźwiedzie, które z chęcią zjadłyby kozę lub dwie – nie żartuję, ślady łap niedźwiedzich dość łatwo odbijają się na wysuszonej, piaszczystej ziemi. Za okrągły rok najpewniej też będziesz naganiać stado do jurty. Jedynie na twarzy przybędzie więcej zmarszczek, a wewnętrzna skóra dłoni będzie jeszcze twardsza (a po uściśnięciu rąk wiemy że Nomadzi mają skórę dłoni twardszą niż my u stóp). Wszystko płynie – jakkolwiek banalnie to nie brzmi.
Zapytałam się Ahada czego mu najbardziej brakowało gdy zmienił styl życia na ”statyczny”. Odpowiedzią była przestrzeń, żyjąc w czterech ścianach jesteś ograniczony metrażem, żyjąc w górach odbić się możesz co najwyżej od góry. Jednak będąc ograniczonym ścianami, ściśniętym między ludźmi ulicami, niekiedy kredytami, to nie Słońce ani silny podmuch wiatru dyktują rozkład dnia, ani niedźwiedzi czyhający na kozy.
Wędrowaliśmy dość długo po zmierzchu, a nocą Zagros, tak jak Ałmaty i Jezioro Tuzkol, są czyste od zanieczyszczeń świetlnych – mrok i czerń, które oko widzi tylko, gdy człowiek sięgnie miejsca z dala od świata. A gdy wzrok przyzwyczai się do widoczności, na niebie tysiące gwiazd i Księżyc (który swoją drogą dobrze oświetlał prowizoryczną toaletę, przypadku tu nie ma).

dav 

Poranek zaczyna się wcześnie, skutecznym budzikiem okazują się być kozy i owce, w których to towarzystwie (dosłownie) wcinaliśmy śniadanie: pitę z jajkiem i…miodem, genialne połączenie w swojej prostocie.
Podróże – zwłaszcza takie jak ta powyżej – cieszą, ale powroty i stan w głowie po powrotach jeszcze bardziej. Zakwestionowanie oczywistych wartości pozwala jeszcze bardziej doceniać codzienność. Polską zieleń latem i mnogość kolorów jesienią w porównaniu do pustynnych krajobrazów Iranu.
Powroty pokazują wiele innych drobnych, pięknych rzeczy, których już nawet wymieniać nie będę bo to wszystko wyświechtane frazesy, a zrozumie ten kto choć raz tego doświadczył. Na zakończenie mała playlista z samochodu Ahada – oni tak na serio słuchają takiej muzyki na codzień 🙂









Jak zwykle, kolejny genialny wpis 🙂 podziwiam za odwagę i chęć obejrzenia i poznania tak dalekich horyzontów. Inna kultura, krajobraz… Tak jak wspomniałas człowiek docenia inne rzeczy po powrocie z innego zakątka świata
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję 🙂 Dokładnie, choć wielką sztuką jest umiejętność doceniania tych małych-dużych rzeczy bez nabijania kilometrów 😉 Pozdrawiam!
PolubieniePolubienie