Komu się nie przejadł ryż, niech pierwszy rzuci kamieniem. Po ogłoszeniu pandemii, Polska rzuciła się na papier toaletowy, ryże i prowiant suchy/puszkowy. Problem eskaluje, nieprędko świat wróci do normy (jeśli w ogóle), a ryż… ryż leży. I patrzy spode łba. Oboje wymieniacie się nieprzychylnymi spojrzeniami. Pieczenie ciast? Przecież drożdży na balkonie nie wyhodujesz, a zboża na parapecie nie zasiejesz. Ale naleśniki po wietnamsku już ogarniesz. Bezglutenowe, wegańskie, bez mąki (jakiejkolwiek) bądź jajek. Proste i ekonomiczne. Tylko ryż, sól, patelnia i Ty… namocz już ryż w wodzie (temperatura pokojowa, woda może być z kranu), a w międzyczasie nawigujemy po blacie w Wietnamie: historia dania + link do przepisu od Jadłonomii w pakiecie.
Kategoria: kuchnia azjatycka
AZJA: kawa po wietnamsku
Z żyćka w czasie pandemii zrobiło się pasmo czasu uciekającego. Godziny zlewają się w dni, a te w tygodnie i miesiące. Na tu i teraz najchętniej wróciłabym sobie do Azji Południowo-Wschodniej, szurałabym sobie skuterkiem po wioskach hen przed siebie. A każdy dzień zaczynała kawą po wietnamsku. Nie jest tak źle bo to ostatnie nawet da się zrobić, ale jednorazowo bo #dupaurośnie. Ale apokalipsa wybaczy. CA PHE TRUNG moi mili, najgrzeszniejszy trunek, którego wartość kaloryczna zwala z nóg niemniej od smaku i aromatu. Przepis i historia wietnamskiego napoju kofeinowego.

