ARMENIA w 5 dni (9 z dojazdem przez Gruzję): dzień po dniu

Gotowy plan nisko/średniobudżetowej podróży na 5 dni do Armenii w okresie świątecznym z przylotem do Kutaisi w Gruzji (czyli +2dni na dojazd w jedną stronę i kolejne +2dni w drugą). Plan uwzględnia wykupienie gotowych, jednodniowych wycieczek w agencji Yerani Travel oraz objazdówkę wokół najciekawszych punktów widokowych w okolicach Goris (południe Armenii). Kraj jest kompaktowy, plan podróży łatwo modyfikować, w większości wypadków na nocleg wracamy do Kantar Hostel w Erywaniu.

DZIEŃ 0: jak dotarliśmy do Armenii?

Wszystko na ten temat powiedziane zostało tutaj, a w tym poście omawiam najważniejsze kwestie jakie należy wziąć pod uwagę wyruszając do kraju jadąc przez Gruzję.

GŁÓWNA BAZA WYPADOWA NA PIERWSZE 3 DNI – ERYWAŃ

Nocleg: Kantar hostel, Erywań.

Organizacja tourów: bazujemy na ofercie Yerani Travel, ale specjalnie nie podaję Wam linku do ofert – są one zmienne w zależności od pory roku i ruchu turystycznego.

Gdzie zjeść: najczęściej Karas bo najbliżej noclegu, potem Tun Lahmajo na spontanie, w trakcie snucia się po mieście, a z takich fancy miejsc to Coffee Point na końcu wyprawy.

Co zobaczyć? Gdzie pójść? Muzeum Ludobójstwa Ormian, Kaskady i okolice, Muzeum Narodowe – must have.

DZIEŃ 1: Erywań, świątynia Garni , monastyr Gergharda, Łuk Charentsa

Koszt Yerani Travel: 11K AMD (ok. 90zł / 1 os.) z transportem, przewodnikiem i obiadem.

Przed objazdówką: w naszym przypadku, nieco po 6 rano wyszliśmy z pociągu relacji Tbilisi-Erywań, o 7 byliśmy już w hostelu i tam wykupiliśmy tour. Mamy 3h na „ogarnięcie się” po spaniu w kuszetce, śniadanie oraz zakup karty SIM na mieście.

Czas trwania: 5/6h, w zależności od korków w Erywaniu. Tour zaczyna się o 10, więc późne popołudnie i wieczór macie jeszcze dla siebie.

Dodatkowe atrakcje: pieczenie chlebka lavash w piekarni przy świątyni Garni (gdzie jest też przerwa na lunch).

Co na wieczór/popołudnie: jeśli macie siłę, koniecznie Muzeum Ludobójstwa Ormian (przy kolejnych tourach będzie ciężej z czasem). A jak już w ogóle Was nosi to drałujcie na zachód Słońca na Kaskady – nogi wejdą Wam w … ale warto! 🙂

Jeśli na własną rękę to: najlepiej kierować się od razu do monastyru Gergharda i w drodze powrotnej odwiedzić pozostałe dwa punkty z oferty Yerani. Potencjalnie dodatkowym ciekawym punktem w drodze powrotnej zdaje się być Azat Reservoir, ale tam niestety nie dotarliśmy.

Jeśli nocne kuszetki to nie dla Was, a musicie odsapnąć tak do południa: Muzeum Narodowe i Kaskady.

DZIEŃ 2: monastyr Khor Virap, monastyr Noravank, jaskinia Areni-1

Koszt Yerani Travel: 13K AMD (ok. 108zł / 1 os.)z transportem, przewodnikiem i obiadem.

Czas trwania: ok 6-7h, start nieco po 8, ponownie macie wieczór i południe na odpoczynek i chłonięcie miasta.

Dodatkowe atrakcje: wizyta w lokalnej winiarni i degustacja wina. Uprzedzając wątpliwości, nie uprawiano na nas chamskiego marketingu wciskającego lokalne dobrocie. Za degustację płacicie, a w Waszej gestii jest to czy chcecie wydać więcej. Chcecie się dowiedzieć więcej o produktach – idziecie i pytacie. Nie? degustujecie za co zapłaciliście, tak proste, a tak cieszy.

DZIEŃ 3: jezioro Sevan, monastyr Sevanavank i Kecharis oraz okolice

Koszt Yerani Travel: 14K AMD (ok. 116zł / 1 os.) z transportem, przewodnikiem i obiadem.

Czas trwania: ok 8h, z racji, że jest to jedno z najwyżej położonych jezior na świecie, pamiętajcie aby ubrać się ciepło. Jeśli polskie zimy Was już nie satysfakcjonują, nad Sevaną przypomnicie sobie definicję mrozu.

Dodatkowe atrakcje: wypiekany pstrąg z widokiem na jezioro.

Co na wieczór?: Wróciliśmy nieco koło 20, bez zbędnych filozofii – snujemy się po mieście bez celu, tak po prostu 🙂

DZIEŃ 4: droga do Goris

Jak się dostać z Erywania do Goris?: Jedziecie na dworzec kolejowy, przechodzicie przejściem podziemnym znajdującym się tuż przy wejściu głównym. Wychodzicie na plac autobusowy, na którym są panowie sprzedający bilety. Dogadujecie się łamanym ruskim/angielskim (w zależności na kogo traficie). W tym poście opisałam jak nie jechać do Goris, aby nie stracić całego dnia 🙂

W tym momencie kupujemy również bilet powrotny na pociąg z Erywania do Tbilisi na za następne 2 dni – co okazało się strzałem w dziesiątkę, ponieważ na Nowy Rok bardzo dużo osób zadecydowało w tym samym czasie pojechać do Gruzji pociągiem.

Czas trwania i godziny odjazdów: w zależności od warunków pogodowych, podróż trwa ok 4-5h. Marszruty odjeżdżają o godzinie 9, 12 i 15. Bilet najlepiej kupić dzień wcześniej (jeśli chcecie jechać z rana) lub kilka godzin przed.

Co na wieczór (zakładając, że nie powielicie naszego błędu)? zachód Słońca spacerując po mieście skalnym usytuowanym tuż nad miastem. W zasadzie robicie koło wokół Goris i w każdej chwili możecie zejść z góry. Wejście na najwyższy punkt widokowy zajmie Wam niecałą godzinę licząc od punktu początkowego szlaku.

Gdzie zjeść? Nie poszalejecie, w okolicy jest tylko jedna sensowna i niezależna knajpa Takarik. Możecie się pokusić na knajpohostele gdzie trafiliśmy i my, miejsce iście kuriozalne, zamknęli nas w pokoju, coś na wzór mikrosali weselnej (ofcrz z jedzeniem i piciem, żeby nie było) z ponad dziesięcioma gniazdkami, kasetonami styropianowymi gdzie się tylko dało i świecidłami choinkowymi. Uroczo wspominam, ale w normalnych okolicznościach ominęlibyśmy szerokim łukiem 🙂

DZIEŃ 5: monastyr Tatev, Zorats Karer, diabelski most, Bell Chapel

Jak dojechać? W naszym wypadku – zabraliśmy się na przejażdżkę z właścicielem hostelu. Całość zajęła nam jakieś 4h.

Co na popołudnie i wieczór? Miasto skalne, jest na tyle urokliwe, a widoki zmienne w zależności od pogody, że się w ogóle nie nudzi. Trzeba jedynie pamiętać aby zejść przed zmierzchem, szlak nie jest oświetlony, choć dociera światło z ulic Goris.

DZIEŃ 6/7: Goris – Erywań – Tbilisi – Kutaisi

Jak dojechać? Z samego rana ciśniemy marszrutą z Goris do Erywania, tam bierzemy prysznic w Kantar hostel i czekamy na nocny pociąg do Tbilisi, włócząc się ostatnie godziny po Erywaniu. Następnego dnia w Tbilisi odwiedzamy wszystkie punkty, których nie zobaczyliśmy poprzednio bo albo brakowało czasu, albo były zamknięte.

O godzinie 15 łapiemy busa z Tbilisi do Kutaisi, przesypiamy nasz przystanek i zamiast szwendać się po mieście, łapiemy stopa w strugach deszczu i ciemnościach na praktycznie opustoszałym lotnisku i docieramy ok 21 na miejsce. Wypijamy buteleczki wina, które dostaliśmy pierwszego dnia po wylądowaniu w Kutaisi i mieliśmy je ze sobą cały czas. Cud, że się nie rozbiły, otwieramy je tuż po północy w hostelu gdzie jesteśmy sami z jakimś spoko kotem, ściana deszczu bije w okna razem z fajerwerkami noworocznymi. Kolejna udana wyprawa za nami 🙂

CO CHCIELIŚMY ZOBACZYĆ, ALE NIE PYKŁO

Trekking Azhdahak: powulkaniczne jezioro na szczycie Gegham, warunki pogodowe, tj. mróz i śliska nawierzchnia były największą przeszkodą, może kiedyś 😉

Wodospad i gorące źródła Jermuk: chcieliśmy, ale parcia nie było 🙂

Meghri: może niczym szczególnym na mapie się nie wyróżnia, ale jestem ciekawa ukształtowania miejscowości, terenu, architektury i ogólnie mieszkającej tam społeczności, która ma bliżej do irańskiego Tabrizu niż do rodzimego Erywania – ot takie zboczenie, które pozostanie ze mną na najbliższe lata.

A CO JEŚLI CHCECIE ZROBIĆ SOBIE JEDNODNIOWY PRZYSTANEK W GRUZJI?

Koniecznie kompleks Davida Gareja! My byliśmy tam w lato 2017, ale miejsce wierzę że robi wrażenie o każdej porze roku. O godzinie 9 rusza bus, najlepiej zjawić się 2h/1,5h przed 9 na placu niedaleko Baru Warszawa w centrum Tbilisi, obok budki z Informacją Turystyczną. W sam raz na jeden dzień, wrócicie koło 20-21.

Jeśli lubicie postsowieckie klimaty, zapraszam do wpisu tutaj, gdzie opisuję półdniową podróż w czasie.

Dodaj komentarz