Gotowy plan podróży na 5 dni w południowo-wschodniej części Kazachstanu (Ałmaty) z wypożyczonym samochodem z ominięciem turystycznych tłumów. Popularne Jeziora Kolsai i Kaindy zastępujemy Jeziorem Tuzkol, ale nie uciekamy od Kanionu Szaryńskiego i wydmy Ałtyn Emel.
NAWIGACJA
DZIEŃ 0 – PODRÓŻ DO KAZACHSTANU
Pociąg Intercity Tychy – WWA Centralna. Bilet kupiony z kilkutygodniowym wyprzedzeniem co daje nam +30% do oszczędności.
Szybka kawa w Macu, kupujemy bilet na pociąg relacji WWA Centralna – Lotnisko Chopina w kiosku RUCH na dworcu. Można też kupić w automacie w pociągu, ale nie zawsze te automaty są. Wówczas trzeba kupić u konduktora za 12zł (a po co skoro można dać 4,10zł?).
No i fru! Lecimy, Aeroflotem z przesiadką w Moskwie w środku nocy, warto mieć swoją butelkę – jak dobrze obejdziecie lotnisko to znajdziecie darmową wodę zdatną do picia.
DZIEŃ 1 – AŁMATY
Kishlak -> Museum of Rare Books -> Central State Museum of the Republic of Kazakhstan (ze względu na prace remontowe nie było dane nam pozwiedzać) -> Archeology Museum ->Zielenyy Bazaar -> Giovinda Vegetarian Cafe -> SkyHostel

Noc spędzona w powietrzu, jesteśmy na miejscu rano czasu lokalnego, wypisujemy świstek z danymi, który mamy mieć ze sobą w razie gdy nas złapie policja. Cały po kazachsku, ale na szczęście kazachski do ruskiego podobny, więc intuicyjnie udaje nam się go dobrze wypełnić.
W pierwszej kolejności na lotnisku wypłacamy gotówkę z karty Revoluta, kupujemy ichniejszą kartę SIM na pierwszym piętrze. Lotnisko jest małe, błądzić nie będziecie. Na parterze można trafić na kolesia, który będzie Wam chciał wcisnąć kartę za 60 zł, jak pójdziecie schodami piętro wyżej to za tę samą kartę z internetem zapłacicie ok 25 zł z internetem.
Transfer do miasta: wsiadamy do busa nr 92 który jedzie przez centrum średnio co 15/20 min. w ciągu dnia, bilet kupujemy u kierowcy. Google Maps odpalone, więc podziwiamy widoki zza okna, a w międzyczasie kontrolujemy odległość od hostelu. Nocleg w Sky Hostel jest w samym centrum, a autobus zatrzymuje się dość często, cena jednego biletu to 80 KZT = ok. 80gr.

Możecie też zamówić Yandexa, koszt to ok. 12 zł. My na tym etapie podróży jeszcze nie znaliśmy tej apki.
Miasto: szybki check-in w hostelu, prysznic, krótki chill na tarasie i w drogę w poszukiwaniu jedzenia. Trafiamy do Kishlaka, gdzie szybko zdajemy sobie sprawę, że to będzie tłusty i słodki tydzień. Po raz pierwszy próbujemy mleka z wielbłąda.

Na spokojnie spacerujemy przez miasto – jak wspominałam w poprzednim wpisie, bardzo zielone, zadbane i czyste, z szerokimi drogami oraz budynkami wielkopłytowymi – jak na postradziecki kraj przystało.
Celowaliśmy w Central State Museum of the Republic of Kazakhstan, ale zaskoczył nas remont. Idziemy zatem do Archeology Museum i do Museum of Rare Books – oba mocno polecamy, koniecznie z przewodnikiem na miejscu (do wyboru kazachski, rosyjski i angielski).
Pozostał nam Zelenyy Bazar, który pech chciał też był zamknięty. Na szczęście mogliśmy powłóczyć się po bazarach otaczających budynek. Intensywny 48-godzinny dzień kończymy w Giovinda Vegetarian Cafe – znalezione na TripAdvisor gdy szukaliśmy posiłku, który nas dodatkowo nie obciąży swoją tłustością. Knajpa ok, ale nie po to jechaliśmy do Kazachstanu by jeść w hinduskiej knajpie 🙂
DZIEŃ 2
W DRODZE NAD JEZIORO TUZKOL
Jak można się domyśleć, Dzień 1 dał się mocno we znaki, ale nocleg w Sky Hostel był mocno regenerujący – pokoje komfortowe, z dużymi szufladami, zasłonkami i kontaktami przy każdym łóżku. Śniadanie kupujemy w kafejce na parterze, idziemy do wypożyczalni samochodów Hertz, w której wcześniej już zarezerwowaliśmy samochód. Dopełniamy formalności, robimy szybki shopping – w końcu czekają na nas połacie nicości, stąd zaopatrujemy się w kilka baniaków z wodą, prowiant, obiad w Basilic canteen (różnorodnie, pysznie i przyjemnie pomimo tłumów), no i w drogę, ahoj przygodo!
Przedzieramy się przez około godzinny korek w Ałmatach, a resztę dnia spędzamy wyłącznie w trasie drogi A351, tracąc jakikolwiek zasięg już 30 km od Ałmat. Przełączamy się na Maps.me, jedziemy trasą zamieszczoną powyżej, na samym początku wpisu, zahaczając o punkt widokowy Kanionu Szaryńskiego i mijając co chwilę nieziemskie widoki…
W okolicach Kegena zdajemy sobie sprawę, że wyjechaliśmy za późno, ostatnie 90 km, kiedy za Saryhazem zjechaliśmy z A351 w stronę Karasazu, przemieszczaliśmy się już po omacku, w totalnych ciemnościach. A drogi kazachskie poza Ałmatami są dziurowym pobojowiskiem. Gorzej nie Polska w latach 90. Zachodu nad jeziorem nie będzie, więc trzeba improwizować i wydedukować, gdzie będzie najlepszy punkt widokowy rano. Nikt do Maps.me jeszcze nie dodał takiego znacznika, więc pozwólcie, że przedstawię Wam to łopatologicznie, uruchamiając wszystkie moje zmysły kartograficzne i przelewając je w Paintcie.

należy znaleźć punkt, w którym będziecie mieć przed sobą dwie drogi… 
…i odbić w prawo, upewniając się że grunt na którym jesteście nie jest za bardzo błotem
Jest też zbyt ciemno i zbyt zimno by bawić się w rozbijanie namiotu, więc śpimy w…samochodzie Czy warto tak szaleć? Dla takich widoków z samego rana myślę, że TAK!
DZIEŃ 3
JEZIORO TUZKOL -> KANION SZARYŃSKI -> TERMY KARA DALA
Tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Zachłyśnięta widokami idę przed siebie by cyknąć foty jak powyżej, omal nie tracąc butów: wpadam w totalne bagno, z którego ledwo się wydostaję. Zostawiam więc buty na słońcu, chodząc boso po tych wszystkich pagórkach które widzicie, żeby podziwiać widoki. Na zoomie dostrzegam jak krowy i konie dobierają się do moich butów…

z błotem nie wygrasz – mówi się trudno 
na szczęście dogadaliśmy się z krowami 😉
Na środku pustkowia (a jakże!) spotykamy grupę Polaków, którzy polecają wody termalne w Kara Dala. Lecimy więc na Kanion Szaryński, a potem do Kara Dala.
Dojazd od Jeziora Tuzkol do Kanionu jest bezproblemowy: ponownie musicie się kierować drogą na Shelek (A351) a zakręt od Kanionu będzie w prawo, wyraźnie oznaczony i wyróżniony dość sporą ilością autokarów zmierzających w tamtą stronę. Koszt to 200 KZT za samochód (~20zł). Ludzi było dość sporo, na szczęście samej przestrzeni było na tyle dużo, że nie dało się tego odczuć 🙂
Od Kanionu Szaryńskiego wracamy na A351, aby przed Kokpekiem skręcić na Schonzy (A352). Po drodze mijamy równie piękny Kanion Księżycowy.
Oczywiście, nienauczeni doświadczeniem z dnia poprzedniego, do Kara Dala jedziemy w ciemnościach, ale spoko, droga prosta, a następny zakręt jest w lewo za jakieś 90km 😉
DZIEŃ 4
KARA DALA -> GÓRY AKTAU (których ostatecznie nie zobaczyliśmy) -> WYDMA AŁTYN-EMEL
Zdjęć w Kara Dala nie robiłam, ot miejsce z wodami termalnymi, idealne miejsce spędu rodzin z okolic i wypoczynku – w końcu to nasz urlop. Wcześnie rano wstaliśmy aby wskoczyć do basenu pod chmurką (nie przewidzieliśmy takiej możliwości, stąd znowu improwizowaliśmy :P).
Nawracamy więc do Schonzhy, skręcamy w R21 na Koktal, a stamtąd w lewo w A353 na Basszi (Kalinino na GoogleMaps / Maps.me).
Przestroga nr 1 – koniecznie kupcie bilety przed wjazdem do Parku! My tego nie zrobiliśmy, sądząc że pewnie na miejscu też się da załatwić. Guzik prawda, do wjazdu prowadzi żwirowa droga, po której jechać można max 30km/h z napędem na 4 koła (a przed Wami jakieś 50 km takiego grubopiaskowego cuda), a przy wjeździe szlaban ze strażnikami, których nie udało nam się przekupić. No nic, Polak mądry po szkodzie, z podkulonymi ogonami wracamy do „park offica”.
Przestroga nr 2 – jak mówicie, że wrócicie przed 20, wróćcie przed 20. Jeśli chcecie rozstawić namiot, a potem zmieniacie zdanie bo spadła ściana deszczu, a w dodatku jeszcze jest po 20 – choćbyście stanęli na rzęsach, nie wypuszczą Was. W taki oto sposób znowu śpimy w samochodzie… 🙂 Zanim podejmiecie decyzję, zapytajcie się w biurze jaka ma być pogoda, my neta tam nie złapaliśmy więc bazować musieliśmy już na informacjach od lokalsów. Oczywiście po rusku, inaczej się nie da.
Przestroga nr 3 – dokładnie przestudiujcie mapkę i punkt, w którym znajduje się Park Office. Basszi to raptem 10 ulic, ale GPS tutaj kompletnie głupieje. My na samo szukanie i pytanie straciliśmy godzinę.
W rezultacie udało nam się zobaczyć tylko wydmę, ale myślę, że gdybyśmy uniknęli sytuacji z Park Officem, na pewno udałoby się wszystkie punkty odhaczyć w jeden dzień.
DZIEŃ 5 – OD AŁTYN-EMEL DO AŁMAT
Tak. Tę noc spędziliśmy w samochodzie, co mocno dało się we znaki. Jedziemy drogą A353, zatrzymując się na konkretniejszy śniadanio-obiad gdzieś pod Saryozek, tam odbijamy na drogę A3 bezpośrednio prowadzącą do Ałmat.
Im bliżej Ałmat, tym większe zagęszczenie wiosek, a co za tym idzie… większe prawdopodobieństwo, że będziecie jechać tą samą drogą co nowo-powołany prezydent kraju. W związku z jego odwiedzinami, cały sztab policjantów kazał nam schować się w bramie na czas jego przejazdu. Jakimś cudem im wytłumaczyliśmy, że spieszymy się na samolot, więc odpowiednio nas wyeskortowano 🙂
Na szczęście dotarliśmy przed czasem, zahaczyliśmy o myjnię samochodową (w Ałmatach jest tego dość sporo) by nie było wstydu – błoto, żwir i biały samochód to nie jest najlepsze połączenie 😉 W dodatku udało nam się zwiedzić część Muzeum Sztuki w Almatach i złapać ostatnie chwile w tej części Kazachstanu. I przetransportować na lotnisko Yandexem bo już na nic nie mieliśmy sił 🙂
PODSUMOWANIE
Wyboru trasy absolutnie nie żałujemy, było intensywnie, różnorodnie. Błądziliśmy, popełnialiśmy błędy, ale to też ma swój urok, o ile nastawicie się na czerpanie przyjemności z samej podróży niż z odhaczania kolejnych punktów na mapie 🙂




































